poniedziałek, 23 marca 2020

Recenzja#18 - Eduardo Mendoza - ,,Król przyjmuje"

     Eduardo Mendoza jest laureatem nagrody Cervantesa przyznawanej co roku w miejscu narodzin Miguela Cervantesa - Alcalá de Henares najlepszym pisarzom tworzącym w języku hiszpańskim. Król przyjmuje jest pierwszym tomem trylogii Zasady dynamiki. Jest to jedna z jego najnowszych powieści.

     Akcja rozgrywa się w latach 60 i 70 ubiegłego wieku, za czasów Żelaznej Kurtyny, kiedy to sytuacja gospodarcza i polityczna nie była na zbyt właściwym torze. Eduardo rozpoczyna nakreślenie sytuacji jaka miała miejsce w tamtych czasach od swojej ojczyzny, potem przechodzi do Czech i Stanów Zjednczonych. Głównym bohaterem jest dziennikarz Rufo Batalla. Sądzę, że autor nie bez powodu obdarzył go tym właśnie nazwiskiem a nie innym. Batalla w języku hiszpańskim oznacza bitwę, która może być rozumiana na dwa sposoby. Bitwa jako opis sytuacji mającej miejsce w świecie otaczającym bohatera lub bitwa bohatera z samym sobą, mająca na celu odnalezienie samego siebie i własnego miejsca w świecie. Poznajemy Rufa w statecznym momencie jego życia, kiedy pracuje jako dziennikarz wykonując najmniej ważne zadania. Pewnego dnia dostaje zlecienie, które odmienia jego życie - ma zrobić reportaż z wesela księcia Liwonii. Opuszcza Barcelonę i udaje się na Majorkę. Poznaje osobiście Jego Królewską Mość, który traktuje go jak równego sobie. I tak szybko jak się pojawił tak znika z życia Rufa. Jak się później okaże nie na zawsze... Rufo potem przenosi się do ,,Gongu" gazety w stylu plotkarskim i tam pisze. Kilka miesięcy później postanawia podjąć w swoim życiu jedną z poważniejszych decyzji jaką jest imigracja do Stanów Zjednoczonych. Utopijny obraz Big Apple nabiera realistyczny obraz codzienności. Rufo znowu popada w rutynę. Nieco później w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach pojawia się książę Liwonii z nowym zadaniem dla niego.

     Zleca mu pewną misję, która nie spełnia się w tym tomie, więc może ziści się w kolejnym. I właśnie w tym momencie Eduardo Mendoza wciska w opowiadanie ksiącia zupełnie oddzielną i odmienną historię. Historię powstania Liwonii i jego ludu, która brzmi mega podobnie do historii powstania rodu Polan i życia Mieszka I. Zatem autor już pod sam koniec swojej powieści dokonuje wprowadzenia przerywnika pomiędzy nowojorską rzeczywistością a odległą historią. 

     Ogólnie powieść się czyta miło i przyjemnie, lecz przy odrobinie nieuwagi łatwo się pogubić w wielowątkowej fabule. 

Miłej lektury!
Rose


piątek, 14 lutego 2020

Walentynki??!

     Ostatnio trochę opuściła mnie wena, ale już chyba powoli wraca😆 Z okazji Walentynek mam dla Was opowiadanie o skomplikowanej miłości.💖💖

     Nadchodziły Walentynki, które dla jednych oznaczały wspaniały czas do wyznania swoich skrytych uczuć, dla innych wybranie się na romantyczniejszą randeczkę niż zazwyczaj (o ile to w ogóle możliwe;)), a dla pozostałych dzień jak co dzień, najwyżej z większą nutką smutku. I tak było w przypadku Esperanzy. Nie chodziło o to, że jeszcze nie spotkała w swoim osiemnastoletnim życiu swojej największej miłości. Jej serce było zajęte odkąd pierwszy raz go zobaczyła.
     A było to ponad dziesięć lat temu. Zakochana od pierwszego wejrzenia. Niby niemożliwe, a jednak. I co najbardziej zaskakujące, to to że uczucie to przetrwało aż do dziś. Z pozoru może się to wydawać aż niemożliwe, ale jednak stało się. Widywała go kilka razy w miesiącu, potem tylko raz na miesiąc, aż w końcu niemalże w ogóle. Pod względem charakteru pasowali do siebie perfekcyjnie. Jednak żadne z nich nie miało odwagi zrobić tego pierwszego kroku, który w tej sytuacji znaczyłby tyle co przekroczenie Rubikonu. W każdej wolnej chwili Esperanza myślała o nim. Jednak ile tak można w nieskończoność bez żadnego skutku i efektu. W końcu nadszedł jeden styczniowy dzień, który zmienił całkowicie jej życie...
     W dzisiejszych czasach mając dostęp do internetu można bez problemu śledzić ludzi nie ruszając się z domu. Po jakimś czasie można dojść niemalże do takiej wprawy, że ze zdjęć wrzuconych do neta kojarzysz, kto jest kim idąc ulicą i nie rozmawiając uprzednio z daną osobą. Jednak ta umiejętność może nieść z sobą także i te negatywne strony jakimi może być na przykład rozczarowanie. Tego ostatniego uczucia, a także wielu innych doświadczyła Esperanza kiedy pewnego razu natknęła się na jego zdjęcie całującego się z inną dziewczyną. Emocje, których doświadczyła były nie do opisania. Najpierw szok i niedowierzenie, potem rozczarowanie i fale smutku, uczucie oszukania, fala negatywnych myśli w stosunku do tamtej dziewczyny i załamanie. Na szczęście nie płakała, bo cóż by to dało w tej sytuacji? Naraz wszystkie wątpliwości i pytania, na które wcześniej nie potrafiła znaleźć odpowiedzi stały się jasne i dziecinnie proste. Nie bez powodu przestał jeździć razem z nią do szkoły i za każdym razem, gdy chciała się z nim spotkać odnajdywał jakąś wymówkę. Tylko fakt, że ostatni raz widzieli się dawno temu pozwalał Esperanzie powstrzymać potok tych nieprzyjemnych uczuć, spojrzeć w inny sposób na świat (tym razem bardziej realistycznie) i optymistycznym krokiem ruszyć naprzód w życie. Życie, które jest krętą drogą, na której co pewien czas wpadamy na jakiś zakręt lub idziemy w złym kierunku.




P.S. Postanowiłam tym razem napisać opowiadanie bardziej w stylu psychologicznym. Nie chciałam iść w nim różową drogą, w którym opisałabym walentynki w sposób stereotypowy, czyli bukiety róż, romantyczne randeczki etc. Nie zawsze ten dzień jest dla wszystkich bajeczny, a poza tym życie jest jak karuzela. Nigdy nie wiesz, co cię spotka...  

sobota, 21 grudnia 2019

Nocna rozmowa cz.4

— Tak, właśnie. Miłość. W rodzinie, między przyjaciółmi, bo mogę im powiedzieć wszystko.

— Rozumiem — odrzekła drżącym głosem. Wspomnienia wracały, natarczywie jak zawsze.

— Coś się stało?

— Nie — zaprzeczyła i uśmiechnęła się lekko by pokazać, że jest okej.

— Widzę, że jest inaczej. Tak samo robiła moja siostra. Przypominasz mi ją.

— To o niej wcześniej mówiłeś? — spytała niepewnie. 
Wiatr poruszał jej włosami, przypomniał sobie, kiedy widział swoją siostrę w podobnej sytuacji. Tylko zapłakaną. 

— Tak, ale nie mówmy o tym. — powiedział cicho i dodał — Powiesz mi, co się dzieje?

— Wspomnienia — powiedziała wreszcie niechętnie.

— Rozumiem.

      Tym razem milczeli dłużej, każde zanurzyło się w swojej przeszłości. A gdy, dziewczyna na niego spojrzała, ujrzała łzy w jego oczach, a gdyby on spojrzał na nią, zobaczyłby je także.

      Dudniąca muzyka z dołu ucichła, a zamiast niej poleciała wolna piosenka. Chłopak odwrócił się do niej z zawadiackim uśmiechem na ustach.

— Zatańczysz? — spytał.

     Ona roześmiała się, pokręciła głową, ale wreszcie się zgodziła. 

     Chwycił więc jej rękę i przyciągnął ją do siebie. Zaczęli powoli poruszać się w rytmie muzyki.

     Jej serce mocniej biło, była z nim tak blisko, głową prawie dotykała jego klatki piersiowej, a jej dłonie w jego rękach drżały, nigdy nie była tańczyła z obcym chłopakiem. Czuła lekkie duszności, mimo że była na świeżym powietrzu.

— Dobrze tańczysz.

— Dziękuję — zarumieniła się lekko, lecz on i tak nie mógł tego dostrzec w ciemności.
Skończyli tańczyć w milczeniu, tylko czasem ich wzrok się spotykał, rozpalając w nich obu zapomniane uczucia.
      Po piosence znów stanęli przy barierce.

— Czy jest tak, że im bardziej czegoś pragniemy, tym jest to dalsze? Mniej możliwe? — spytała nagle.
      Znów zaciskała ręce na barierce, jakby bała się upadku. Właściwie, naprawdę tak było. 

— Nie wydaje mi się, przecież im bardziej tego pragniemy, tym bardziej do tego dążymy, staramy się. Więc jest większa szansa, że się uda.

— No tak, ale czasem to już chyba nie jest możliwe.

— A może to tylko tobie się tak wydaje?

— Nie wiem — westchnęła — Może tak.
     Zadrżała cała, tym razem z zimna. Chłopak zauważył to.

— Może wejdziemy do środka, w końcu na dworze nie jest najcieplej.

— Dobrze — zgodziła się. 

       Żal jej było opuszczać balkon, tutaj mogła patrzeć w niebo, ale nie chciała przeziębić się przed wigilią, co może i tak zrobiła, w końcu długo stała na zimnym powietrzu.

        Chłopak otworzył drzwi i przepuścił dziewczynę, która od razu skierowała się w stronę łóżka. Usiadła na brzegu, a on podszedł do niej i usiadł obok. Tutaj było jeszcze ciemniej, ale żadne z nich nie czuło potrzeby zapalania światła, poznali się po ciemku i miało tak zostać. 

— Nie sądzisz, że powinieneś już iść na dół? — spytała, a widząc zdziwiony wzrok chłopaka, szybko dodała — Nie żebym cię wyganiała, tylko zastanawiam się, czy nie chcesz iść na dół, do swoich znajomych.

— Nie chcę — powiedział cicho, nie patrząc na nią — Oni wszyscy już się upili, jak mówiłem, chcą zapomnieć.

— Ty też? — spytała, patrząc na niego łagodnie.

— Tak — westchnął.

— A jednak jesteś tu, a nie tam — zauważyła. 

— Czasem trudno nie pamiętać o bólu, nienawidzę go, ale stał się częścią mnie. Ty mi pozwoliłaś dzisiaj chwilami zapomnieć — spojrzał na nią z uśmiechem — To lepsze niż alkohol. Ten wieczór był jednym z najlepszych.

— Cieszę się — uśmiechnęła się jakby żywiej, z prawdziwą radością. Oczy znów zalśniły, jakby te słowa dodały im sił.

      Wstała z łóżka i włączyła światło, a potem się przewróciła. Chłopak zerwał się z łóżka i podszedł do niej, ale ona już wstawała. Podał jej rękę, a ona ją złapała.

— To przez moją chorobę, czasem mi się zdarza — wyjaśniła, patrząc w podłogę.

— Ej, spójrz na mnie — powiedział zmartwiony.

      Podniosła lekko głowę i spojrzała. A chłopakowi aż tchu zabrakło w piersiach. Była piękna. Puścił jej rękę, bo nawet nie zauważył, że trzymał ją cały czas. 

— Usiądźmy — powiedziała, nie zdając sobie sprawy, jakie wrażenie wywarła na Juanie. Na niej, jego wygląd nie zrobił takiego wrażenia, ona była zachwycona tym co chłopak mówił i w jaki sposób, a nie wyglądem. 

— Nie patrz tak na mnie — zwróciła wreszcie mu uwagę, bo nie odrywał od niej wzroku. Zaczęła wyczuwać, że mu się spodobała. To było całkiem nowe uczucie, pierwszy raz w życiu poczuła się naprawdę ładna. Doceniona.

— Przepraszam, po prostu zamyśliłem się — skłamał, a ona spojrzała na niego z lekkim zniedowierzaniem.

— Okej — powiedziała jednak i dodała — Może zejdziemy na dół?

     Tego pytania się po niej nie spodziewał.

— Na pewno chcesz? — upewniał się jeszcze. 

— Tak — odpwiedziała z nieoczekiwaną pewnością siebie. Uśmiechnęła się do niego i wstała, nie zamierzała marnować już ani minuty. Jeśli śmierć miała przyjść, to co za różnica w jakim momencie? 

                                                                                                                                Rusałka

sobota, 7 grudnia 2019

Nocna rozmowa cz.3

— Tam na dole, ludzie właśnie się upijają, by zapomnieć o problemach. Zgromadzili się wszyscy, dla których jutrzejsze święta będą najgorszymi dniami.

— To wiele wyjaśnia — znów westchnęła — Czemu na świecie jest tyle zła?

     Odpowiedziała jej cisza. Bo tym razem co miał jej odpowiedzieć?

— W nocy zawsze wszystko wydaje się inne — zmieniła temat, chociaż właściwie, może nie do końca.

— Tak, w nocy można zobaczyć więcej.

— Dużo więcej — zgodziła się z nim, odwracając się do niego i obdarzając uśmiechem, oczy jej błyszczały, jakby miała łzy, ale tylko chwilę. Nawet nie wiedział, czy tylko mu się nie wydawało.

— Boisz się śmierci? — spytała lekko wyzywająco. Zmieniała się co chwilę, raz taka, raz inna. Nieuchwytna. 

     Tym razem on się roześmiał zaskoczony.

— Nie wiem, nigdy o tym nie myślałem.

— Ja myślę o niej codziennie. Nigdy nie wiesz, co cię spotka, nie wiesz, czy jutro nie umrzesz —odpowiedziała, patrząc mu przekornie w oczy.

— No tak, ale... Nie wyobrażam sobie tego, jestem młody, nie mogę teraz umrzeć.

— A jednak tyle młodych ludzi umiera w wypadkach, z powodu chorób. To jest możliwe, nie wiesz, co będzie jutro. Nawet nie wiesz, czy się obudzisz.

— Masz rację, ale śmierć wydaje się czymś odległym.

— A mi bliskim. To taka dawno niewidziana przyjaciółka, od wielu lat nie mogę doczekać się, kiedy mnie odwiedzi.

     Spojrzał na nią zdumiony. Takich słów się nie spodziewał, pomimo widocznego smutku dziewczyny.
     Zbliżył się do niej i położył rękę na jej ręce, którą trzymała się poręczy, zadrżała na dotyk.

— Nie mów tak — powiedział łagodnie — Życie jest najpiękniejszym darem, nie możesz zrezygnować z niego i na nią po prostu czekać.

— Mogę — odpowiedziała z kpiącym uśmiechem — Bo właśnie to robię.
Mówiąc w ten sposób, nie poznawała siebie, ale to już było normalne. Ciągle udawała.

— Ale nie czujesz się z tym dobrze — stwierdził — Czemu tak żyjesz? Zamykasz się na ludzi i czekasz na śmierć? Co to za życie?

— Nie wyciągaj pochopnych wniosków, nie znasz mnie — broniła się, jednak po chwili dodała z westchnieniem — Ale chyba masz trochę racji.

— Może jesteś zamknięta, to jednak znałem osobę, która myślała podobnie. I nie udało mi się jej uratować.

— Przykro mi — szepnęła jedynie, wiedząc, jak to jest kogoś stracić.

— Była moim promyczkiem słońca, moją gwiazdką, a zgasła tak szybko — powiedział, przypominając sobie uśmiechniętą twarz siostry.

— Czasem tracimy ludzi, których kochamy. 

     I milczeli, wpatrując się w te kilka gwiazd widocznych na niebie.

— Czuję się zagubiona w tym wielkim świecie. Abstrahując od tego, co mówiłam. Po prostu nie wiem co mam robić, do czego dążyć.

— Do szczęścia, radości, spokoju. Ludzi, którym zaufasz.

— Tak sądzisz? Naprawdę? — spojrzała mu w oczy z nadzieją. Ale w głębi serca czuła, że to niemożliwe. 

— Tak. W takim miejscu będzie ci dobrze.

— Ale czy kiedykolwiek znajdę takie miejsce? — wątpiła w to. 

— A tutaj jak ci jest? — spytał, patrząc na nią badawczo. 

— Chyba nie będę potrafiła być do końca szczęśliwa. Choroba mi tyle odebrała — zmieniła temat, nie chciała odpowiadać na to pytanie. 

— A na co chorujesz? - spytał niepewnie, jakby bojąc się, że ją spłoszy.

     Spojrzała na niego w milczeniu, patrzyła mu długo w oczy, nim się odezwała.

– Nie ważne. To tylko choroba, która zniszczyła mi życie — znowu mówiła kpiącym tonem, ale też trochę zrezygnowanym — Mogę umrzeć w każdej chwili, ale mogę przeżyć jeszcze nawet te siedemdziesiąt lat. Niepewność czasem mnie męczy.

— Nie musisz nic mówić, jak nie chcesz— powiedział z lekkim żalem. 

— Dużo przeżyłam w życiu, nie tylko tę chorobę, może dlatego już nie mam sił, by walczyć i mam wszystkiego dość. Ale nie przejmuj się, teraz tak mówię, a za chwilę znów będę się śmiać i tylko chcieć wolności.

– Każdy jej pragnie.

— Ty też? — spojrzała na niego uważnie, jakby te słowa miały wielkie znaczenie.

— Tak, tylko chyba definiuję ją inaczej niż ty. Dla mnie to nie ucieczka. Dla mnie to miłość.

— Miłość? — powtórzyła lekko zaskoczona, przypomniało jej się, że kiedyś też tak uważała. Jak dawno temu to było!

                                                                                                                               Rusałka

sobota, 23 listopada 2019

Nocna rozmowa cz.2

— Jestem chora, ukryłam się tutaj przed światem — powiedziała, nie patrząc na niego — Moi rodzice mnie męczyli, nie mogłam już ich znieść. Schroniłam się tutaj, na drugim końcu kraju i wyłączyłam telefon. W końcu już jestem dorosła.

— Jak się nazywasz? — chłopak dopiero teraz uświadomił sobie, że nie znał jej imienia.

— Therese — skłamała, nie chciała, by dowiedział się, kim jest.

— Ja jestem Juan.

— Wiem, Mike opowiadał mi o tobie.

     Nie rozumiała, dlaczego przed dzień wigilii urządza imprezę. Wszyscy powinni teraz wyspać się, a jutro jeszcze pomagać rodzicom w przygotowaniach. Tak zawsze było u niej.

— Twoi rodzice tu przyjeżdżają?

— Nie, na szczęście to do nich goście przyjeżdżają, a z rodziną Mike'a i tak nie mają kontaktu. Na szczęście. Ale Mike, to kuzyn od strony taty, właściwie to dalszy, kiedyś przyjaźniliśmy się, dlatego tu przyjechałam, wiedziałam, że mi pomoże.

     Znów nie wiedział co odpowiedzieć. Czuł się dziwnie onieśmielony, nie podobało mu się to uczucie.

— Wyglądam na zdrową? — spytała po chwili ciszy, znów na niego nie patrząc.

— Tak, wyglądasz normalnie — odpowiedział ostrożnie chłopak. Jej oczy były tylko smutne, a twarz wyrażała źle ukrywane zmęczenie.

     Roześmiała się wdzięcznie, ale z nutą goryczy, przechylając się jeszcze bardziej za barierkę. A potem odwróciła się w jego stronę. Zacisnęła ręce na barierce, czuła się trochę słabo, ale uparcie chciała tu stać.

— Czemu nie jesteś na dole? — spytał, przyglądając się jej uważnie, wyglądała niezwykle w nocy. Światła z daleka oświetlały lekko jej sylwetkę, sprawiając, że wyglądała jak nie z tego świata.

     Roześmiała się lekko.
— Wolałam być tutaj — wzruszyła ramionami — Wolę patrzeć w gwiazdy, pomarzyć. Nie lubię imprez. - Znów się zaśmiała, kręcąc głową. — Nie wiem, czemu ci to mówię. - Znów spojrzała mu w oczy, ale tylko chwilę, potem znów patrzyła w niebo.

— Jestem chora — powiedziała zduszonym głosem — Nie mogłabym tańczyć. Nie mogłabym pić alkoholu. Nawet nie powinnam długo stać. Po co miałabym tam być?

     Drgnął zaskoczony, nie spodziewał się, tego, co powiedziała. Może jej drżące ręce, były z tego powodu?

     Milczeli, nikt nie chciał przerwać ciszy. Chłopak wypatrywał gwiazd, tak, jak ona. Dostrzegał też dalekie budynki, całe oświetlone, pełne banerów. Noc była czymś pięknym. Wreszcie odezwała się dziewczyna. 

— Czemu tu przyszedłeś? Mike mówił, że nikt nie będzie mi przeszkadzał — jej wzrok błądził po niebie, a głos lekko drżał. Palce mocno zaciskały się na barierce. 

— Chyba zapomniał, jaki jestem ciekawski — roześmiał się — Chciałem zobaczyć, dlaczego nie można wchodzić na górę, zawsze mogliśmy, więc upiłem Mike'a i przyszedłem. Ale ciebie się nie spodziewałem — odrzekł z lekkim uśmiechem.

     Czuł, że dziewczyna jest nieszczęśliwa, ciekaw był, na co była chora, ale na razie nie pytał.

— No tak — powiedziała zamyślona i dodała — Wiesz, czasem zastanawiam się, czemu mnie to spotkało...

Milczał, czekając, aż powie coś jeszcze.

— Czasem chcę uciec gdzieś daleko, od wszystkich, by odetchnąć wreszcie od tych współczujących spojrzeń, albo tych, które mnie nie widzą. Chyba nikt nie lubi być niewidzialny dla innych.

— Znam to uczucie.

— Tak? — spojrzała na niego — Och, czasem myślę zbyt egoistycznie i zapominam, że inni też mają problemy — wykrzywiła twarz niezadowolona. Ciągle skupiała się za bardzo na sobie, choć czasem przeciwnie. Wpadała ze skrajności w skrajność. 

— Chyba każdy tak ma. To normalne. 

— Ale ja nie chcę, czuję się potem z tym źle — powiedziała zapalczywie, spoglądając na niego i stając na przeciwko. 

— Nie możesz pomóc wszystkim. O wszystkich cały czas pamiętać.

— Wiem — westchnęła — zresztą zawsze i tak wychodzi na to, że nie pomagam nikomu. 

— Skąd wiesz?

     Roześmiała się, patrząc w niebo.

— Nie mam pojęcia i chcę wierzyć, że pomagam, ale dzisiaj nie mam na to sił.

     Wróciła do patrzenia w niebo, próbowała dalej zagłuszyć pustkę, którą czuła.

                                                                                                                             Rusałka

czwartek, 7 listopada 2019

Recenzja 17 - Esteban Martin ,,Malarz cieni"


     Trochę czasu mi zajęło, zanim zdecydowałam się sięgnąć po tą książkę. Myślałam, że to nudna biografia malarza. Jednak w trakcie czytania prawie dałam się nabrać, że to historia prawdziwego życia Pabla Picassa. Jednak podejrzane było to, że w jego życiu tak wiele się działo, jak na artystę lub kogokolwiek innego.
   Gdy znalazłam się w połowie powieści miałam wrażenie, że pomyliłam książki i właśnie czytam Sherlocka Holmesa, a nie Malarza cieni. Wszystko zgadzało się co do joty, czyli okoliczności w jakich Sherlock poznał dr Watsona i inne ich wspólne akcje. Tylko tyle, że owy słynny detektyw nazywał się Arrow. Esteban Martin do swojej powieści dołącza jeszcze inne postacie literatury światowej m.in. Kubę Rozpruwacza czy mit o Hadesie i Persefonie. 
     Akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Barcelonie. Głównie w kręgu malarzy i artystów. Nie zabraknie też wzmianki o La Vanguardia. Malarz cieni jest trillerem artystyczno-detektywistycznym. Zaczyna się od młodości Pabla i ciągnie się poprzez jego młodzieńcze lata. Przez pierwsze rozdziały główną rolę odgrywa Pablo, jednak potem przychodzi kilka rozdziałów chwały dla Arrowa. I tak dochodzimy do połowy książki, potem do Picassa i Arrowa dochodzi moment z morderstwem, którego ofiarą padło pięć dziewczyn z burdelu (w tym jedną z nich była ukochaną Pabla). Wszystkie wydarzenia zlepiają się tworząc razem logiczną układankę.
     Malarz cieni jest idealnym przykładem zawarcia w jednej powieści wielu światowych historii tworzących niemalże nierozerwalną całość. 





                                                                                                                   Rose