czwartek, 7 czerwca 2018

Recenzja#13 - Carlos Ruiz Zafόn - ,,Więzień nieba"

     Ostatnio w ręce wpadła mi powieść Carlosa Ruiza Zafona - Więzień nieba. W wakacje przeczytałam Cień wiatru owego pisarza i zafascynowałam się mistrzowskimi opisami Barcelony, które występują w każdej z części Cmentarza Zapomnianych Książek oraz w dojrzałym i pięknym języku, w którym autor kreuje swoich bohaterów i umieszcza historię, która zdaje się nie mieć końca dopóki nie docieramy do ostatniej strony książki ze zdziwieniem, że całe to obszerne dzieło literatury dobiegło końca, a my mamy ochotę na więcej, a są tylko cztery powieści z tej serii. 
     Więzień nieba otwiera nam drogę do tajemniczej i ukrywanej przez cały czas historii życia Fermina Romero de Torres zanim spotkał go Daniel Sempere w Cieniu wiatru. Historia Fermina jest pełna zaskakujących, a zarazem przerażających momentów, w których brał udział, m.in. opis w jaki sposób traktowano więźniów na Montjuic oraz dalsze losy Davida Martina, głównego bohatera Gry anioła. Najwięcej emocji wzbudził we mnie jeden z bohaterów negatywnych (o ile w ogóle można go nazwać aż bohaterem negatywnym) - Mauricio Valls. Valls jest osobnikiem tak przesiąknięty złem, że nawet Mefistofelisowi trudno byłoby go przebić. Autor najlepiej oddaje jego niecny charakter, więc polecam przeczytać książkę. Najbardziej wzburzył mną moment kiedy Valls zaprosił na spotkanie Isabellę - młodą, dwudziestodwuletnią matkę Daniela i to co z nią zrobił. Niby na początku zachowuje się jak dżentelmen zapraszając ją do knajpki, a potem... lepiej nie mówić.
     Nie chcę wam psuć miłych chwil czytania i zdradzać najciekawszych wątków, więc zachęcam was do przeczytania tej powieści wywodzącej się wprost z literatury hiszpańskiej. Ostatnio tak uwielbiam literaturę hiszpańską i kiedy w tekście występują słowa po hiszpańsku, że mogłbym czytać w nieskończoność (ale niestety nie da się czytać nieprzerwanie przez całe życie, w sensie godzina w godzinę;)). I na koniec cytacik odnoszący się do czytania prosto z książki:
Jedyny przyzwoity obyczaj, którego należy bronić stanowczo, to obyczaj czytania, podczas gdy reszta jest kwestią sumienia każdego z osobna.


                                                                                                                                  Rose

piątek, 11 maja 2018

Perpetuum mobile

     Jakże bosko byłoby stworzyć coś co nie istnieje, albo coś co nie ma prawa istnieć. Jednak czy to jest w ogóle możliwe? Szczególnie z fizycznego punktu widzenia? Pozwólcie, że się przedstawię. Mam na imię Filip i jestem zwariowanym młodym fizykiem, którego marzeniem jest zbudowanie perpetuum mobile. Ale jak już powszechnie wiadomo, nie wszystkie marzenia się spełniają...
     Na początek opowiem wam historię Orffyreusza. Tylko nie pomylcie go z Orfeuszem, bo wyjdzie zupełnie inny mit. Dziwne imię, co nie? I oto właśnie gościowi chodziło. Jego imię miało się kojarzyć z alchemią, magią i wiedzą tajemną. Jednak tak naprawdę było tylko pseudonimem jednego z saksońskich chłopów - Eliasa Besslera. Nie był on zbytnio wykształcony, bo skończył zaledwie gimbazę. No, a potem wyruszył w świat. Nikt do końca nie wie, czym się zajmował, ale chodzą mity, że był alchemikiem, uzdrowicielem i zegarmistrzem. W końcu postanowił się ustatkować i ożenił się z córką ZAMOŻNEGO mieszczanina. Według mnie w tym małżeństwie chodziło Orffyreuszowi o kasę, żeby móc zająć się swoją życiową obsesją - udowodnieniem, że można skonstruować perpetuum mobile.
     Swoją pierwszą machinę budował przez dziesięć lat. Trochę długo, ale nie zapominajmy, że żył w XVIII wieku. Kiedy skończył był dumny ze swojego dzieła, tak dumny, że na pokaz zaprosił lokalną elitę. Swoje dzieło reklamował tymi słowami: Samo nie zatrzyma się nigdy. Co oczywiście było niezgodne z I zasadą dynamiki Newtona, która głosi, że istnieje układ odniesienia, w którym ciało niepodlegające oddziaływaniom zewnętrznym spoczywa lub porusza się po prostej ze stałą prędkością. Poza tym Orffyreusz był chorobliwie ambitny i nadpobudliwy, więc kiedy się dowiedział, że stał się obiektem złośliwych żartów, wpadł w furię i roztrzaskał maszynerię.
     Obsesja znowu okazała się silniejsza od rozumu i w rok wybudował drugie perpetuum mobile. Był to rok 1714 kiedy odwiedził go jeden z geniuszów ówczesnej nauki Gottfried Leibniz. Bessler pokazał mu swoje cudo i przekonał go, że wbrew pierwszej zasadzie dynamiki Newtona ta maszyna nie ma prawa istnieć. Udało mu się przekonać Leibniza, bo ten z Newtonem darzyli się szczerą nienawiścią. Wzajemnie oskarżali się o plagiat i bezkrytycznie przyjmowali wszystko co mogło zaszkodzić rywalowi.
Fantaści, którzy próbują zbudować perpetuum mobile, chcą stworzyć coś z niczego, co jest niemożliwe.
                                                                                                                                          (I.Newton) 
Mam nadzieję, iż nie ma w Anglii zbyt wielu osób, które podzielają punkt widzenia pana Newtona twierdzącego, że wszechświat wymaga ciągłej naprawy. W mojej opinii taka filozofia podważa mądrość i wielkość Stwórcy.
                                                                                                                                           (G.Leibniz)

 
    Jednak Orffyreusz nie żył potem długo i szczęśliwie z Noblem na koncie za skonstruowanie maszyny, która nie ma prawa istnieć. Później jego wieloletnia służąca uciekła od niego i oskarżyła go o mydlenie ludziom oczu. Wyznała, że koło nie napędzało się samo, lecz było potajemnie nakręcane. W ścianie komnaty znajdował się niewielki otwór, przez który wkładano długi żelazny pręt zakończony z jednek strony hakiem dopasowanym do ukrytego przed widzami walca, a z drugiej korbą. I w taki oto magiczny sposób, pełen alchemicznych zaklęć i czarów kręciło się i nigdy nie zatrzymywało samo. Nietrudno przewidzieć reakcję wynalazcy, kiedy jego reputacja legła w gruzach. Oczywiście wpadł w atak szału i w jego efekcie roztrzaskał po raz kolejny swoją życiową miłość i zniszczył wszystkie rysunki i szkice związane z machiną. Gdy jego szał ustał zaszył się w samotności i ukryciu, gdzie projektował młyny i wiatraki. Jednak nie był nieśmiertelny. Zginął w 1745 roku potykając się i spadając z dużej wysokości, a wraz z nim cała tajemnica o perpetuum mobile. Ale czyżby na pewno?                                                                                                                                                               W 1775 roku Francuska Akademia Nauk ogłosiła, że stworzenie perpetuum mobile jest niemożliwe. Jednak to nie powstrzymuje mnie przed sprzeciwianiem się prawom fizyki. I nadal wierzę, że w końcu uda mi się zbudować machinę nie mającą prawa istnieć.




                                                                                                                                            Rose

czwartek, 3 maja 2018

Recenzja#12 - Simone Elkeles - ,,Idealna chemia"

     Ostatnio przez przypadek natrafiłam w bibliotece na książkę Simone Elkeles pt. Idealna chemia, która okazała się moim ulubionym gatunkiem literackim (romans) połączonym z moją ukochaną pasją (hiszpańskm♥️). Idealna chemia opowiada o historii miłości Brittany i Alexa. Byłaby to zwykła opowieść o miłości, gdyby nie fakt, że główni bohaterowie pochodzą z innych warstw społecznych. Dzieciaki z północnej części miasta nie zadają się w zasadzie z dzieciakami z południa. (...) Żyjemy w tym samym mieście, ale w zupełnie innych częściach. My mieszkamy w dużych rezydencjach nad jeziorem Michigan, a oni w pobliżu bocznic kolejowych.
      Czy naprawdę miłość od nienawiści dzieli tylko jeden krok?
Opinia Brittany Ellis o Aleksie:
Z tym swoim umięśnionym ciałem i idealną twarzą chłopak wygląda jak model od Abercrombiego, ale jego zdjęcie trafi prędzej do kartoteki policyjnej.
A co o Brittany sądzi Alejandro Fuentes?
-To śnieżynka. - Nie lecę na białe laski. Ani na rozpieszczone. Ani na takie, dla których ciężka praca sprowadza się do codziennego malowania swoich długich paznokci na inny kolor, żeby pasowały do najmodniejszych ciuchów.
Czy tak różne charaktery pochodzące na dodatek z odmiennych światów mogą się w sobie zakochać? I czy pomiędzy nienawiścią a miłością jest cienka granica?
     Nie będę Wam streszczała fabuły, bo jest w niej mnóstwo wątków, a nie chciałabym żadnego opuścić oraz nie chcę za bardzo spojlerować. Jednak Chłopak, który... na zawsze pozostanie moją ukochaną książeczką (przeczytaną już 9 razy!), ale to nie znaczy, że Idealna chemia nie jest idealna😉  A na koniec jeszcze boski cytacik:
-Patrzyłaś na mnie takim wzrokiem, jakbyś chciała mnie pocałować.
Zmuszam się do uśmiechu.
-Jasne - mówię sarkastycznie.
-Nikt nie patrzy, możesz spróbować, jeśli chcesz. 
Nie chcę się chwalić, ale mogę się uznać za eksperta w tej dziedzinie.


                                                                                                                      Rose

czwartek, 5 kwietnia 2018

Recenzja#11 - ,,Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa" (film)

     Od roku próbowałam obejrzeć jeszcze raz film na podstawie powieści Rafała Kosika - ,,Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa". Ale na cda jest na koncie premium, na niektórych stronach trzeba się logować, a na zalukaj teoretycznie da się obejrzeć dopóki nie wyskoczą inne podstrony lub samo się nie zawiesi. Ale w końcu udało mi się trochę obejrzeć początek filmu, więc nie musicie się bać, że wam zespojleruję koniec ;p
     Najbardziej spodobał mi się początek filmu, kiedy kamera ukazała zegar na wieży szkoły, w której postanowiono nakręcić sceny rozgrywające się w budynku szkolnym. Za pierwszym razem nie skapnęłam się co to za szkoła, ale jak zobaczyłam ten fragment drugi raz kilka lat później nie miałam już wątpliwości, że to jedno z najlepszych liceów w Poznaniu - I LO im. K. Marcinkowskiego, czyli Marcinek.




To piękne wnętrze, w którym możemy zobaczyć po raz pierwszy aktorów wcielających się w rolę tytułowych Felixa, Neta i Niki, poznać historię nadpobudliwie dużej rosiczki, trochę zaczepek szkolnych i genialny pomysł Felixa jak temu zaradzić w sposób fizyczny.

     ,,Felix, Net i Nika oraz TMK" miał premierę 7 maja 2012 roku. W rolach głównych wystąpili: Kamil Klier (Felix), Klaudia Łepkowska (Nika) i Maciej Stolarczyk (Net).
     Akcja filmu zaczyna się ostatniego dnia szkoły. Przyjaciele planują gdzie spędzą wakacje i ich wyborem okazuje się nadmorska miejscowość Milo. Dalej czeka na nich Teoretycznie Możliwa Katastrofa. Czy uda im się z niej wybranąć? Oraz jaką tajemnicę kryje Pierścień w bazie w Milo? Tego dowiecie się oglądając ten niesamowity film.


                                                                                                                                        Rose

piątek, 30 marca 2018

Warkocz

     Na niebie widniał księżyc w pełni. Leżałam na łóżku nie mogąc zasnąć. Cały czas myślałam o moim chłopaku, o naszej ostatniej rozmowie telefonicznej, o damskim głosie, który był słyszalny w oddali, o jego przerażeniu w głosie na mój telefon i o wielu innych rzeczach z tym związanych. Czyżby mnie zdradzał z jakąś inną dziewczyną? Teraz już nic nie zrobię. Poczekam do rana.
     O ósmej zaczynały się lekcje. Usiadłam z nim w ławce. Teraz akurat była godzina wychowawcza, na której nasza polonistka dawała nam luz albo zanudzała wykładami o pisarzach, poetach itp. Dzisiaj z powodu wyczerpania artystów mogliśmy robić co chcemy. Toteż zaczęłam z nim rozmawiać. Nagle naszą rozmowę przerwał krótki sygnał jego komórki. Dostał esemesa. Ciekawe od kogo? Zdenerwowanym ruchem wyciągnął z kieszeni komórkę. Odblokował i przeczytał. Nie zauważył, że przez przypadek również przeczytałam. Zawierał taką oto treść: Spotkajmy się dzisiaj wieczorem w parku. I pochodził od jakiejś LadyX. Kto to może być? Z jednej strony mój chłopak nie był taki głupi i nie napisał imienia i nazwiska tylko nadał tą ksywkę LadyX, ale z drugiej strony aż się dziwię, że odczytując esemesa nie spojrzał na mnie, żeby zobaczyć czy nie czytam razem z nim. Widziałam jednak, że na pewno jej nie odmówi i pójdzie do parku. Postanowiłam go śledzić.
     Kiedy słońce zaszło wyszłam z domu. Swoje kroki skierowałam pod jego dom. Schowałam się w krzakach naprzeciwko jego domu i obserwowałam teren. Zaczynało się coraz bardziej ściemniać. Można było usłyszeć złowrogie huczenie sowy. Nagle zaskrzypiały drzwi i wyszedł przez nie chłopak ubrany na czarno. Poczekałam aż się trochę oddali, żeby nie wzbudzać podejrzeń i ruszyłam za nim. Szedł oczywiście ulicą prowadzącą do parku. W pewnym momencie zatrzymał się i rozejrzał dookoła, już myślałam, że poczuł mój wzrok na sobie, ale nie mógł mnie zobaczyć. bo ukryłam się za drzewem. Jego wzrok zatrzymał się na ławce, na której już siedziała postać w czarnym stroju z kapturem. Ale z niej punktualna paniusia. Dosiadł się do niej. Podeszłam trochę bliżej, ale tylko na tyle, żeby usłyszeć co mówią. LadyX wyjęła ze swojej torby ciasto. Przy wyciąganiu rozkruszyło się troszeczkę i okruchy spadły na ziemię. Zaczęli jeść ciasto i rozmawiać gestykulując przy tym rękami. Słyszałam jak mnie obgadywali. Co za łajdacy! Miałam tego dosyć. Jak można mnie tak poniżać? I to jeszcze słowa, które mówi twój ,,zaufany chłopak"?! Zdenerwowałam się i przystąpiłam do akcji.
     Kiedy w najlepsze się rozgadali wynurzyłam się z krzaków jak Wenus z piany morskiej i stanęłam za ich ławką z miną rozwścieczonego Jowisza. Jeszcze nie zdążyli mnie zauważyć, toteż znacząco chrząknęłam. Obrócili się. Mieli zaskoczone twarze, szczególnie mój ex-zdrajca-chłopak. Szkoda, że siebie nie widział, wyglądał jakby zobaczył Mefistofelesa w najczystszej formie. Ale hej no, aż taka straszna nie jestem. Nic nie powiedział, ale zdobył się tylko na krzyknięcie: W nogi! I zaczęli uciekać. Bardzo męskie. Rozpoczęłam pościg za nimi. Uciekali w stronę peronu. Domyśliłam się, że oni chcą wskoczyć do pociągu, ale mieli marne szanse, bo pociąg szykował się do odjazdu. Już ich miałam na wyciągnięcie ręki, gdy nagle wskoczyli do rozpędzonego pociągu i odjechali. Zaczął wiać wiatr i zdmuchnął kaptur z jej głowy. Z dala zobaczyłam już tylko blond warkocz LadyX.


                                                                                                                                          Rose



piątek, 16 marca 2018

Najpiękniejsza 2/2

     Podeszliśmy do jakiś dziwnych małych drzwiczek. Ona wyjęła klucz  z kieszeni bluzy i odkluczyła. Gdzie mnie prowadzi...
- Dalej - zachęciła mnie - Tam nie ma nic strasznego. Chyba, że boisz się ciemności, albo masz lęk wysokości.
Wszedłem. W środku nic prawie nie widziałem, tylko jakieś dziwne kształty. Znów chwyciła mnie za rękę i prowadziła. 
     Po chwili już wchodziliśmy po schodach. Zajęło to nam jakieś pięć minut. Już domyślałem się gdzie mnie prowadzi. Ostatnie kilka schodków i oślepiło mnie światło. Przymrużyłem oczy, te kilka minut w ciemności całkowicie odzwyczaiły mnie od światła. Po chwili jednak mogłem normalnie widzieć. I tak jak się domyśliłem byliśmy na dachu budynku.  Usiedliśmy przy samej krawędzi, tak, że nogi nam zwisały dół. Patrzyłem na jej twarz, była smutna. Westchnęła i zaczęła mówić.
- W domu... Nie jest dobrze, mój brat jest chory, może umrzeć... Mama umarła ponad rok temu, zostaliśmy sami z ojczymem. On dzisiaj... Znów... Na mnie nakrzyczał i uderzył w policzek. Czasem go ponosi... Jednak zazwyczaj jest w miarę miły... Tylko dzisiaj okazało się, że będzie miał kolejne wydatki... Za te obowiązkowe mundurki... A przez leczenie dla Mike, prawie nie mamy pieniędzy.
Nie wiedziałem co powiedzieć. To było trudne. Wreszcie objąłem ją niepewnie. Oparła głowę o moje ramię. Z jej oczu wypłynęły łzy. 
- Wiesz, jak będziesz potrzebowała pomocy możesz przyjść do mnie. Chciałbym cię poznać.
- Tak jak ci wszyscy idioci.
- Ale...
- Nie wiem, po prostu nie wiem. Nie rozumiem czemu ci to powiedziałam. Nie licz na więcej rozmów.
- Sky - powiedziałem, po raz pierwszy używając jej imienia - Zamykasz się w sobie przed wszystkimi. To nie jest dobre. Dopuść mnie do siebie, proszę. Od początku mnie intrygowałaś.
- Wiem - powiedziała z uśmiechem - Tylko... Boję się... Boję się zranienia... Boję się, że jak kogoś pokocham to potem będę cierpieć.
- Ale czy to nie będzie piękne cierpienie? Może jestem romantykiem, ale wydaje mi się, że nie ma miłości bez cierpienia. Ale miłość, dobra miłość, pomoże ci przetrwać. Nawet jak będziesz uciekała przed tym uczuciem doznasz cierpienia. Innego. Bez szczęścia. Może lepiej czasem pokochać i nawet stracić. Miłość jest piękna.
- Ale jest cierpieniem. Boję się.
- A nie możesz mi zaufać? Nie zranię cię. Nie chcę.
- Nie wiem...
- Jesteś trudna.
- Wiem - roześmiała się melodyjnie.
- Teraz jesteś szczęśliwa? - z znienacka zadałem to pytanie.
Zmarszczyła brwi.
- Chyba... tak - powiedziała z lekkim niedowierzaniem.
- Dlaczego? - ciągnąłem.
- Bo... Nie wiem...
- Nie wiesz czy nie chcesz powiedzieć? To różnica.
Spuściła wzrok, potwierdzając moje przypuszczenia.
- Więc? - ponagliłem z uśmiechem.
- No, dlatego, że wreszcie to komuś powiedziałam. Że nie jestem sama. Zadowolony? - powiedziała trochę zła.
- Tak - zaśmiałem się krótko i pocałowałem ją w głowę - Wiesz, skoro to ci daje szczęście, to czemu nie chcesz mieć tak częściej?
- Boję się - powtórzyła po raz kolejny. Zaczynało mnie to denerwować.
- Boisz się zranienia, tak? - spojrzałem na nią szukając potwierdzenia, skinęła głową - A czy sama siebie nie ranisz odpychając wszystkich? Nie mając nikogo w szkole z kim mogłabyś porozmawiać? Czy jesteś bez tego szczęśliwa?
Milczała, ale wreszcie, nawet nie podnosząc wzroku powiedziała:
- Nie.
- Właśnie. Nie możesz się wszystkiego bać. Czy ja zrobiłem ci jakąś krzywdę przez te miesiące? Przez ten dzień?
- Nie...
- Właśnie.
Sky westchnęła cicho.
- Masz rację. Masz rację, ale... Nie potrafię się przełamać.
- Pomogę ci - położyłem rękę na jej ręce. Spojrzała mi w oczy. Widziałem w nich niepewność.
- Spokojnie, nic ci nie zrobię, obiecuję - uśmiechnąłem się do niej. 
- No dobrze - zgodziła się.
Wreszcie będę mógł z nią rozmawiać, przytulać...
Ta "najpiękniejsza" zgodziła mi się zaufać. Może nie otworzy się na innych ludzi, ale nie pozwolę sobie jej stracić. Jest moją najpiękniejszą.

                                                                                                                                 Rusałka