środa, 21 lutego 2018

Z pamiętnika zakochanego Romea c.d.

     Najpierw nie rozumiałem tego wszystkiego. Wydawałaś mi się trochę dziwna. Byłaś dla mnie zwykłą dziewczyną, jedną z wielu. Ale potem... gdy Cię poznałem bardziej zrozumiałem, że masz bardzo wrażliwą duszę. Czułem, że muszę Cię chronić przed złem świata. Przed wszystkim. Nigdy się za to na mnie nie gniewałaś. Nawet, gdy Ci czegoś nie pozwalałem. Rozumiałaś sercem. Wyczuwałaś tak wiele rzeczy! A zarazem byłaś taka naiwna, taka ufna...
     Brzydziłaś się złem. Często mnie upominałaś. Wystarczyło, że przekląłem, a ty przez resztę dnia się do mnie nie odzywałaś chociażbym nie wiem co robił. Byłaś bardzo uparta jak chciałaś. Pragnęłaś bym był taki jak Ty. 
     Nie zawsze cię rozumiałem. Ale zawsze zachwycałem się Twoim zachwytem. Miałaś taki delikatny głos, który bardzo często drżał ze wzruszenia. Takie piękne ciemnozielone oczy, które często wypełniały się łzami zachwytu. Rozumiałaś więcej i Twoje oczy to ukazywały. Odzwierciedlały Twoją radość, Twoją mądrość.
     Twoje czarne włosy kontrastowały z białą cerą. Lecz Twój uśmiech sprawiał, że wyglądałaś pięknie. Powoli rozkwitał na Twych ustach. Zawsze wyglądał tak, jakbyś miała przed wszystkimi jakąś słodką tajemnicę. Może tak było. W końcu nie wszędzie miałem wstęp. W wyobraźni miałaś swoje tajemnicze zakątki.
     Często patrzyłaś w gwiazdy i kręciłaś się w kółko, by je zauważyć. Nie mogłaś się zdecydować, na którą chcesz patrzeć. Stwarzałaś własne gwiazdozbiory. Spowodowałaś, że zacząłem robić to samo. W gwiazdach widziałem ciebie. Byłaś moją gwiazdką jasno świecącą na niebie. Pokochałem Cię całym sercem.
     Zimą często chodziliśmy na lodowisko. Umiałaś bardzo dobrze jeździć. Czasem pędziłaś ze śmiechem ledwo wyprzedzając ludzi. A czasem jechałaś wolno, zamyślona, nieobecna. Mówiłaś potem, że wtedy marzysz. Nie przerywałem Ci, gdy to widziałem. Potrzebowałaś chwil ciszy. Mimo wszystko byłaś introwertyczką.
     Przed świętami przychodziłem do Ciebie i ubieraliśmy razem choinkę. Zawsze najpierw wyganiałaś swoje rodzeństwo z pokoju. Mówiłaś, że będą nam przeszkadzać. Przed rozpoczęciem zaczynałaś puszczać świąteczne piosenki, by była, jak to mówiłaś "świąteczna atmosfera". Zamiast bombek zawsze wieszaliśmy pierniczki, ciasteczka i inne słodycze. Choć trochę innych ozdób także było. I nie mogło zabraknąć kolorowych lampek.
Przez połowę czasu byłaś u mnie na barana, by dosięgnąć wyższych gałęzi. To były cudowne chwile. Twój śmiech co chwilę rozbrzmiewał w pokoju, a ja śmiałem się razem z Tobą.
     W święta, gdy Cię odwiedzałem promieniowałaś radością jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe. Zawsze byłaś ubrana w sukienkę, pomimo, że była zima. Przychodziłem na waszą Wigilię i nocowałem u was. Czułem się jak członek waszej rodziny. To było niesamowite. Dawałem Ci jakieś piękne zeszyty na Twoją poezję i płyty Twoich ulubionych wychowawców. A Ty dawałaś mi zawsze kolaże z naszymi zdjęciami, a do tego jakiś tomik poezji, książkę albo obraz. Jeszcze dodawałaś coś swojego, własny wiersz czy rysunek. To one były najcenniejsze.
     Kochałaś pisać. Dałaś mi kilka swoich utworów. Wykazywały wielki talent. Podziwiałem Cię pod każdym względem. Kochałem Cię najmocniej na świecie. Nauczyłaś mnie dostrzegać małe rzeczy. Uśmiechać się do obcych ludzi, biegać bez kurtki w deszczu, krzyczeć z radości, zauważać błękitne niebo i chmury, wstawać na wschód słońca, słuchać śpiewu ptaków...
     Zmieniłaś mnie.                          n                                                                                 o. Tylko i tak nie mogłem zachwycać się tak jak ty. Ty należałaś do dusz wybranych, czujących więcej. Ja nie mogłem Ci w tym dorównać. 
     Cała Twoja rodzina była niezwykła. Twoi rodzice to byli genialnymi aktorami, uwielbiałem chodzić na przedstawienia, w których grali. Patrzyłaś wtedy na nich roziskrzonym wzrokiem. Śledziłaś każdy ruch aktorów. Często na Twojej twarzy rozkwitał uśmiech. Czasem niezadowolenie. Zauważałaś ich drobne błędy, znałaś ich sztukę lepiej od nich. Zauważałaś też trud włożony w przedstawienie. Widziałaś ich zaangażowanie. Mniejsze lub większe. 
     Twój brat był pisarzem, który napisał już jedną wspaniałą książkę, a siostra artystką, malarką.
     Miałaś w sobie cząstkę każdego z nich. Pisałaś poezję, grałaś w sztukach teatralnych i malowałaś. A wszystko robiłaś naprawdę dobrze. Choć chyba poezja najbardziej cię odzwierciedlała. A w Twoim domu panowała taka cudowna atmosfera, pełna miłości i radości. Z przyjemnością tam przychodziłem, nawet gdy Ciebie tam nie było. Wtedy wdawałem się w dyskusje z Twoim tatą lub rozmawiałem z Twoim bratem. Twoja mama i siostra były dla mnie odleglejsze, ale zawsze gdy mnie widziały uśmiechały się promiennie. Tak jak ty. Choć twój uśmiech był piękniejszy. Ty zachwycałaś się pięknem świata, przyrody, sztuki. A ja... Tobą.

                                                                                                                      Rusałka

środa, 14 lutego 2018

Z pamiętnika zakochanego Romea

     Byłaś zawsze taka wrażliwa na piękno. Zauważałaś tyle małych rzeczy. Gdy byliśmy na spacerze Ty dostrzegałaś wszystkie ptaki, obserwowałaś je z zachwytem. Mówiłaś, że też chciałabyś latać tak jak one.
     Zauważałaś piękno w zwykłym drzewie, w małym kwiatku, na którego nikt nie zważa.
Plotłaś wianki z najróżniejszych kwiatów. Nauczyłaś mnie tego. Czasem przychodziłaś w nich do szkoły. Szłaś wtedy dumnym krokiem, z lekkim uśmiechem na twarzy, korytarzem. Wiele osób obracało się za Tobą i uśmiechało się. Wyglądałaś wtedy jak królowa. Wianek nosiłaś jak koronę. Wiosną byłaś nazywana w całej szkole ,,Królową Natury". Nawet nauczyciele tak mówili.
     Nosiłaś różne kwiaty, jednak to czerwone idealnie pasowały do twoich włosów.
     Namawiałaś mnie bym patrzył w górę. Bym podziwiał błękitne niebo i chmury. Opierałaś swoją głowę o moje ramię i wskazywałaś ręką różne kształty. Z rozmarzeniem wpatrywałaś się w błękit nieba. Mówiłaś, że chcesz tam polecieć. Wysoko. Wreszcie być wolną. Śmiałem się wtedy, ale też mówiłem, że chciałbym z tobą odlecieć. Żebyś mnie nie zostawiła samego na tym świecie. Nie przeżyłbym tego.
     Raz krzyknęłaś nagle gdy byliśmy w lesie. Pobladłaś mocno. Zauważyłaś martwego ptaka, poszarpanego przez jakieś zwierzę. Płakałaś nad nim i nie chciałaś odejść. Musiałem Cię siłą zabrać z tego miejsca. Kochałaś całą przyrodę. Potrafiłaś biec za tęczą by sprawdzić gdzie się kończy. Ze śmiechem ciągnęłaś mnie za rękę i biegliśmy po kałużach.
     Gdy jechaliśmy samochodem przez mgłę patrzyłaś się w nią jak urzeczona. Nie słuchałaś co mówiłem. Lecz nie miałem ci tego za złe. A kiedy popłakałaś się, gdy pokazałem Ci wschód słońca w lesie. Łzy płynęły po Twojej twarzy ze wzruszenia. 
     Byłaś niesamowita!
     Często zachowywałaś się jak dziecko, chciałaś zobaczyć wszystko. Byłaś ciekawa świata. Ciekawa piękna.
     Gdy byliśmy w górach niestrudzenie wchodziłaś na skały. Wspinałaś się tam gdzie nikt inny by tego nie zrobił. A potem z zachwytem wpatrywałaś się w dolinę pod Tobą.  Zawsze byłaś pierwsza na szczycie. Z radością patrzyłaś w dół i podziwiałaś widoki. 
     Uwielbiałaś deszcz. Gdy padało i nikt nie chciał wyjść na dwór Ty wręcz siłą mnie tam zabierałaś. Z radością szłaś w deszczu bez parasola, w cienkiej kurtce. Śmiałaś się cała przemoczona i uciekałaś przede mną, gdy chciałem byśmy już wrócili. Kochałaś piękno. W każdej postaci.
     Potrafiłaś siedzieć kilka godzin przy oknie i wpatrywać się w ogród. Marzyć. Wymyślać historie. Myśleć. Podziwiałem Cię.
     Uwielbiałaś chodzić po muzeum i przypatrywać się obrazom. Czasem wpatrywałaś się naprawdę długo w jeden obraz. Wyszukiwałaś wszystkich szczegółów i zachwycałaś się dziełem.
     W parku, do którego często chodziliśmy wypatrywałaś maleńkich kwiatków. Były takie delikatne, że zazwyczaj, gdy się je urwało od razu odpadały płatki kwiatów. Zostawała tylko łodyżka. Gdy je znajdywałaś brałaś jedną "główkę" kwiatka i pokazywałaś mi mówiąc jakie to małe, a piękne. Mówiłem, że mi pokazywałaś już je, a Ty się wtedy śmiałaś. Mówiłaś, że chcesz mnie nauczyć dostrzegania piękna. Udało Ci się. Byłaś najlepszą nauczycielką. ....

ciąg dalszy nastąpi

                                                                                                                 Rusałka

piątek, 9 lutego 2018

Sprzedawca snów 4/4

- Aileen - zaczął mimo woli patrząc, co dzieje się w słoiku - Musisz odłożyć już sen.
- Och - westchnęła. 
- Musisz odłożyć. Kiedy indziej może popatrzysz. Czas ruszać.
     Powoli odłożyła go na swoje miejsce. Z obrażoną minką zaczęła iść przed siebie. No tak, pomyślał Arilen, teraz muszę znosić jej fochy...
- Dzisiaj będziemy spać pod gołym niebem - powiedział, chcąc zacząć rozmowę z intrygującą go istotką.
- Naprawdę? - zainteresowała się Aileen - Zawsze to było moim marzeniem. A dasz mi ten sen, który widziałam? Chciałabym poznać jego dalszą historię.
- Dam ci inny. Ten zasmuciłby cię - odmówił.
     Tak rozmawiali przez kilka godzin. Aż do zachodu słońca. Dziewczynka nie wiele dowiedziała się o Arilenie, ale sama się otworzyła i powiedziała mu nawet najskrytsze marzenia.
     Ostatnie trzy godziny musiał nieść ją na plecach, bo była zbyt zmęczona. Nie miała tyle sił ile on. Jednak po zachodzie słońca zrobiło się zimno i Arilen szukał dobrego miejsca na noc. Byli w lesie, więc szukał jakiejś małej polany. 
     Po kilku minutach poszukiwań znalazł to czego szukał. Aileen już spała. Mężczyzna położył ją ostrożnie na ziemi. Zdjął swój płaszcz i okrył nim jej drobne ciałko. Szukał wzrokiem czegoś, co mogłoby jej posłużyć jako poduszka. Wreszcie pod głowę włożył jej garść liści zerwanych z drzewa. Dziesięciolatka poruszyła się niespokojnie, ale nie obudziła się. Arilen odetchnął z ulgą. Dla siebie na legowisko nic nie przygotował. W każdej pozycji by przyszedł do niego sen. W końcu jest sprzedawcą snów.
     Wyjął z koszyka słoik z różową mgiełką. Otworzył go przy twarzy Aileen. Mgiełka przez chwilę latała nad jej głową, a potem wchłonęła się w skórę. Arilen uśmiechnął się. Był pewien, że będzie miała piękny sen. Sam ułożył się koło niej i zasnął..
     W nocy Ail een się obudziła. Usłyszała wycie wilków. Odeszła z polany ciekawie się rozglądając. Nie bała się dzikich zwierząt. Wtem ujrzała parę błyszczących oczu. Bez strachu podeszła bliżej.
- Witaj, jestem Aileen - rzekła z uśmiechem.
     Wilk zawył i wyszedł z zarośli. Po chwili za nim, jak cienie pojawiła się reszta jego stada. Patrzyła im w oczy bez lęku. One wyczuły w niej następczynię sprzedawcy. A tacy byli nie tykalni. Dziesięciolatka nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, ale czuła, że nie zrobią jej krzywdy. Wręcz przeciwnie, mogłyby pomóc.
    Wtem usłyszała szelest z a sobą. Odwróciła się i ujrzała Arilena. Patrzył na nią z zachwytem.
- Nie boisz się wilków?
- Są przyjazne - odpowiedziała cały czas się uśmiechając. Podeszła do jednego ze zwierząt i pogłaskała go. 
     Arilen patrzył na to zaciekawiony. Wilki najwyraźniej polubiły Aileen. Jemu nie robiły krzywdy, ale nie pozwalały się dotykać. 
- Arilen - usłyszał jej głosik - Chodź.
     Podszedł do niej powoli. Nie był pewien czy to był dobry pomysł. Wilki nie przepadały za nim.
- On mówi, że może nas zabrać do najbliższego miasta - powiedziała, cały czas głaskając wielkiego zwierza. Był taki wysoki jak ona. Arilen spojrzał na nią zaskoczony.
- Rozumiesz co mówią?
- Tak. On powiedział, że będę twoją godną następczynią - zmarszczyła się zastanawiając się - Czyli kiedyś też będę sprzedawcą snów? Jak ty?
- Taak - odparł niechętnie. Był trochę zły na wilka, że jej to zdradził. Zamierzał powiedzieć jej to za kilka lat, gdy będzie starsza.
- Nazywa się Vagus.
- Wędrowiec... - mruknął cicho Arilen.
- Coś mówiłeś?
- Nie. Spytaj się go kiedy chce nas zabrać do tego miasta.
- Zaraz, jeśli pozwolisz.

                                                                                                                 Rusałka

piątek, 2 lutego 2018

Sprzedawca snów 3/4

     Mężczyzna patrzył na nią chwilę nieodgadnionym wzrokiem. Czy dobrze zrobił zabierając to dziecko ze sobą? 
- Nie wiem... - odrzekł powoli - Chodzę w różne miejsca. Teraz będziemy szli po prostu przed siebie.
- To niesamowite - odpowiedziała dziewczynka z radością.
     Młodzieniec spojrzał na nią z uśmiechem. Właściwie miło mieć przy sobie taką radosną towarzyszkę. Usiedli przy drzewach z boku drogi. Jasne słońce mrugało do nich przez korony drzew. Dziewczynka z ciekawością przyglądała się błękitnemu niebu, ptakom ćwierkającym na drzewach. Wiosna była w pełnej krasie.
      Wtem jednak oderwała wzrok od krajobrazu i znów spojrzała na młodzieńca. Leżał pod drzewem z rękami pod głową. Wpatrywał się w niebo.
- Ile masz lat? - spytała nieśmiało.
     Mówiła do niego na ty. Ale jak inaczej miało mówić do niego to biedne dziecko? Nawet się nie przedstawił. 
- Czy to ważne? Od wielu, wielu stuleci chodzę po świecie.
- A jak masz na imię? - spytała już pewniejszym głosem.
- Mów mi Arilen, czyli chodzący w gwiazdach - powiedział z uśmiechem.
      Dziecko wyrwało go z pewnej monotonności. Cieszył się z jej towarzystwa. Wsparł się na łokciu by lepiej ją widzieć. Z pozycji leżącej nie mógł patrzeć w jej oczy.
- Co masz w koszyku? - zainteresowała się Aileen.
- Sny - z zadowoleniem patrzył na jej zdziwioną minkę.
- Naprawdę? - spytała niedowierzająco - Mogę zobaczyć?
- Tak - zwykle nikomu nie pokazywał snów, ale ona była niezwykłą osóbką.
     Dziesięciolatka z niecierpliwością podeszła do koszyka i włożyła rękę do środka. Wyjęła jedem ze słoików. Zdumiona wpatrywała się w niego. Najpierw widziała tylko jakiś niebieski dym, ale potem zaczęły pojawiać się kształty. Zafascynowana wpatrywała się w historię tworzącą się przed jej oczami. Widziała ludzi tańczących przy ognisku razem ze zwierzętami. Potem wszystko się rozmyło i zobaczyła stado wilków pędzących przez las.
     Sprzedawca snów przypatrywał się Aileen ze swoim charakterystycznym uśmiechem. 
Wyglądała uroczo. Jej drobna twarzyczka jaśniała. Niestety, czas uciekał. Trzeba było już wyruszyć w dalszą drogę. Podszedł cicho do dziewczynki.

                                                                                                                           Rusałka

piątek, 26 stycznia 2018

Sprzedawca snów 2/4

     Mężczyzna bez pośpiechu skierował się w stronę pulchnej, niskiej kobiety. Wiedział dokładnie, o którą chodzi. Była ubrana według najnowszej mody. Jaskrawo różowa suknia jeszcze bardziej ukazywała jej otyłość. Czerwony kapelusz z kwiatami zasłaniał jej prawie całą twarz. Pulchne ręce trzymały koszyk ze świeżymi bochenkami chleba i ciepłymi bułeczkami.
     Powoli podszedł do kobiety.
- Przepraszam - rzekł uprzejmie - Pani Hilda Millison?
- Tak - przytaknęła zdziwiona opiekunka. Jej stalowe, szare oczy patrzyły na niego krytycznie. Nie uszedł jej uwadze dziwny strój przybysza.
- Chciałbym zaopiekować się Aileen - powiedział jedwabistym głosem z lekkim uśmiechem.
- Słucham? - spytała zdumiona.
- Chciałbym zaopiekować się Aileen - powtórzył cierpliwie.
- Tak od razu? Skąd pan ją zna? - była podejrzliwa.
- Spotkałem ją kiedyś - odrzekł wymijająco mężczyzna.
- No dobrze, ale to nie jest tak od razu. Trzeba...
- Ona mnie potrzebuje teraz - przerwał jej stanowczo - Mogę dać pani za to jeden sen.
     Uchylił wieko koszyka i wyjął jeden ze słoików. W środku unosiła się mgiełka w kolorze zielonym. Wcisnął go kobiecie do ręki i odszedł szybkim krokiem zostawiając kobietę w szoku.
- Chodź - chwycił dziesięciolatkę za rękę. Mężczyzna zaczął iść przed siebie. Chciał jak najszybciej zniknąć w tłumie. Wiedział doskonale, że muszą w ciągu pół godziny wynieść się z tego miasteczka. Będą ich szukać.
     Z lekkim rozbawieniem pomyślał o tej starszej kobiecie, Hildzie. Ciekawa co zrobi z jego snem. Jaka była zdumiona! Opłacało się stracić jeden słoik za jej minę. Dziewczynka szła za nim ufnie. Choć paliła ją ciekawość gdzie tak szybko idą, milczała. Czuła, że to nie czas na takie rozmowy.
Intuicyjnie wyczuwała też, że przy tym człowieku będzie bezpieczna. Cieszyła się, że zgodził się z nią wędrować. Nie będzie już miała tych monotonnych dni w sierocińcu. Tak jak rodzice będzie podróżować. To od zawsze było jej marzeniem.
     Nie dużo czasu minęło, a byli już poza miasteczkiem. Udało im się wymknąć niezauważenie.
Gdy znaleźli się na głównej drodze, zatrzymali się.
- Gdzie pójdziemy? - od razu spytała się dziewczynka.

                                                                                                                             Rusałka

sobota, 20 stycznia 2018

Sprzedawca snów 1/4

     Było już około dziesiątej nad ranem. Na przedmieściach szedł młody człowiek. Wyglądał dziwacznie. Ubrany był w złocisty płaszcz, który sięgał prawie do ziemi i czarne spodnie. Przy pasie miał miecz.
     Gdy szedł ulicą wielu przechodniów się za nim oglądało. Stanowił niecodzienny widok.
W lewej ręce miał koszyk, w którym coś pobrzękiwało. Szedł pewnym siebie krokiem. Spoglądał hardo na każdego kto mu się przyglądał.
     Przybył do tego miasta tylko z jednego powodu. Nie lubił ciekawskich ludzi. A tu było ich pełno. Wolał swój świat. Ale musiał tu przybyć. Pewna osóbka wezwała go we śnie. To nie zdarzało się często. Ona (bo to była dziewczynka) nadawała się na jego następczynię. Oczywiście dopiero za kilkaset lat go zastąpi, ale musi się wiele nauczyć. 
     Dotarł do rynku. To tutaj miał ją spotkać.
     Młodzieniec szedł powoli i przeszukiwał wzrokiem tłum. Dzisiaj była sobota, czyli dzień targowy, a co za tym idzie pełno ludzi. Trudno tu kogokolwiek znaleźć. Głośny gwar rozmów irytował go. Rozglądał się pomiędzy stoiskami. Tu mniej zwracał na siebie uwagę. Każdy był zajęty kupnem potrzebnego towaru, nie przyglądał się obcym przybyszom. Jego wzrok nieustannie błądził między ludźmi.
     Nagle mężczyzna przystanął. Niedaleko ujrzał grupę dzieci, stały przy jednym ze stoisk z biżuterią. Przepychały się.
     Ale ujrzał też ją. Małą osóbkę. Stała dalej i zamyślona przypatrywała się temu wszystkiemu.
     Ona była mądrzejsza od dzieci w jej wieku. Wiedziała, że za chwilę sprzedawca towaru przegoni ich, bojąc się kradzieży. Zresztą, uważała, że nie ma sensu przyglądanie się biżuterii, skoro i tak nie można jej mieć. Czarne, lekko falowane włosy były charakterystyczne przy tych jasnowłosych ludziach. Wyróżniała się z tłumu.
     Czując na sobie czyjś wzrok odwróciła się w stronę mężczyzny. Gdy do ujrzała jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu. Jej blada twarz kontrastowała z kruczoczarnymi włosami i czerwonymi ustami. Jednak uśmiech i zaczerwienione policzki sprawiały, że dziewczynka wydawała się piękna. Jej szare oczy błyszczały niesamowicie.
     Nie podbiegła do niego, jak to czynią to dzieci w jej wieku. Stała w bezruchu. Sprzedawca ruszył w jej stronę. Przepychał się wśród ludzi, by dotrzeć do niej. Małej, dziesięcioletniej sierotki.
- Witaj, Aillen.
Dziewczynka tylko z uśmiechem skinęła głową.
- Co robimy? - spytała wreszcie po chwili milczenia.
- Gdzie twoja opiekunka? - zignorowałem jej pytanie. Aileen była z domu dziecka.
- Gdzieś tam - machnęła ręką w kierunku straganu z wypiekami.
- Poczekaj tu na mnie. Porozmawiam z nią.
- Dobrze - przytaknęła jedynie. Nie zadawała zbędnych pytań. Wyczuła, że teraz byłyby one nie na miejscu i pozostałaby bez odpowiedzi na nie.
    Patrzyła tylko na oddalającą się postać z zainteresowaniem. Była ciekawa jak rozpozna panią Hildę. Przecież jej nie znał, a ona mu nic o niej nie powiedziała.

                                                                                                   Rusałka